Laguna SOtavento

Laguna SOtavento
Sotavento Laguna

sobota, 28 marca 2015

Polscy dziennikarze walczą z wiatrem,kijami golfowymi i lokalną drużyną piłkarską

Zdjęcie reprezentacjadziennikarzy.pl
Coraz częściej Fuerteventurą interesują się polskie media. Tym razem jednak zamiast kilkuosobowej grupki dziennikarzy robiącej reportaż na  temat wyspy, przyjechała do nas cała drużyna piłkarska! 

Reprezentacja dziennikarzy to znana  głównie z meczów charytatywnych, stowarzyszenie piłkarzy-hobbysów, pracujących na co dzień w mediach. Podczas swojego pobytu na Furcie chłopaki zmierzyli się z lokalną drużyna piłkarska z Costa Calmy. Polacy przegrali co prawda 2: 4, mimo tego zasłużyli sobie na uznanie i wielkie brawa publiczności. Sportowcy, jak sami opisują na oficjalnej stronie internetowej Schodziliśmy z boiska bez wstydu, a raczej z satysfakcją, że kibice obejrzeli kawałek dobrej piłki. 


Zdjęcie reprezentacjadziennikarzy.pl

Mecz to jednak tylko część wrażeń jakie czekały na sportowców. Wraz z polskim rezydentem, Przemkiem Gładkowskim, ekipa w kilka dni wykonała ponad 100% plan typowego turysty. Wśród atrakcji czekała na nich wyprawa na farmę aloesu, podglądanie produkcji kozich serów, odwiedzenie Muzeum Soli, geologiczna podróż do Ajuy  lekcja historii  w Betancurii i karmienie egzotycznych zwierząt w Zoo w Lalajita. 

Od strony sportowej, dziennikarze zmierzyli się z wiatrem,  wodą i kijami golfowymi. Podczas nauki windsurfingu w Centrum Rene Egli docenili żywioł Atlantyku, okazało się bowiem, że samodzielny powrót do brzegu wcale nie jest taki łatwy. Równie wiele adrenaliny, zarówno wśród kursantów jak i intsruktorów, wywołała lekcja kajta. Nie obyło się bez ostrego uderzania latawcem o ziemię i kilku przeciągnieciach po piachu...ale w końcu nie ma się czym przejmować, mistrzem jeszcze nikt się nie urodził.


Więcej na temat wyprawy polskiej ekipy piłkarskiej możecie przeczytać na stronie gównej www.reprezentacjadziennikarzy.pl . Ciekawe, osobiste relacje pojedynczych dziennikarzy  z każdego dnia, znajdziecie odpowiednio pod linkami

Jesteśmy w raju  pierwsze wrażenie eipy z wyspy
Surfowanie, ale nie po internecie o tym, że nauka windsurfingu wcale nie musi być łatwa
Sól, golf, waleń i wydmy relacja z typowego dnia turysty
Thriatlon kanaryjski zaliczony dalsze sportowe zmagania tym razem z kajtem
Wyczekiwany dzień na Kanarach o wielkimi piłarskim meczu
Czy jest życie bez piłki? o dalszym zwiedzaniu na wyspie







niedziela, 22 marca 2015

Cesar Manrique na Fuerteventurze

Rondo w miasteczku Jandia, rekonstrukcja znanej rzeźby została przeniesiona z ronda w Costa Calmie do mniej wietrznej Jandii. 

Cesar Manrique jest postacią, o której słyszał każdy kto, kiedykolwiek, cokolwiek czytał, oglądał lub osobiście wybrał się na Lanzarotę. Znany artysta nie ograniczył jednak swojej działalności tylko do jednej wyspy, miał również spory wpływ na Fuerteventurę.

Turystom wjeżdżającym do Costa Calmy jeszcze półtora roku temu na pierwszym rondzie przed miasteczkiem, rzucała się w oczy ogromna, ruchoma, matalowa konstrukcja. To dokładna kopia twórczości Manrique , naśladująca oryginał stojący w Tahiche na Lanzarotę. Niestety rekonstrukcja, z powodu zbytniej eksploatacji (Costa Calma to  miejsce gdzie wiatr jest częsty i bardzo silny) kompletnie zardzewiałą i znieruchomiała. Ponieważ jednak  obiekt wzbudzał sporą sympatię, zarówno wśród mieszkańców jak i turystów, postawiono kolejną jego kopię, tym razem w dobrze osłoniętej od wiatru Jandii.


Wietrzna zabawko to jednak tylko jedna z wielu pozostałości po słynnym Cesarze. Najsłynniejszym jego osiągnięciem na naszej wyspie było zaprojektowanie  Mirador Morro Velosa, na górze Tegu w okolicach Betancurii. Słynny punkt widokowy, znajdujący się na 650 metrach wysokości umożliwia podziwianie wydm w Corralejo, a przy dobrej pogodzie nawet samej Lanzarote. Spory taras widokowy i restauracja są po restauracji ponownie dostępne dla turystów.



Mirador Morro Velosa, zdjęcie jeszcze przed restauracją
Cesar Manrique to urodzony i wychowany na Lanzarote, malarz, architekt i rzeźbiarz. Wydaje się, że na swojej rodzimej wyspie jako pierwszy odkrył fakt, że sztuka może przyciągać turystów... stąd obecność jego dzieł niemal na każdym tutejszym rondzie. Jego twórczość to połączenie ekspresjonizmu i Pop Artu, w późniejszej karierze zdawał się być zafascynowany sztuką kinetyczną, a więc wszelką strefą ruchu, tworzeniem rzeźb z metalu poruszających się pod wpływem ruchu powietrza. Z tego również najbardziej zasłynął.

Zmarł w 1992 roku w wypadku samochodowym , co przyczyniło się bezpośrednio do zalegalizowania jego nieoficjalnej dotąd fundacji Cesar Manrique. Jego prywatny dom stał się siedzibą fundacji i jednocześnie muzeum, gdzie można podziwić nie tylko oryginalne dzieła artysty ale również niektóre  szkice Picassa!  Dom Manrique jest do tej pory jedną z głównych atrakcji turystycznych Lanzarote.




niedziela, 15 marca 2015

Fuerteventura sprzed 40 laty

video

Jakiś czas temu w Internecie ukazał się film autorstwa Jujo Serabia Viera, Kanaryjczyka urodzonego i wychowanego w Morro Jable na południu Fuerteventury. Produkcja jest co prawda bardzo amatorska, natomiast zawarte w niej treści, zdjęcia sprzed 40 lat robią wrażenie na każdym, kto choć raz odwiedził południe wyspy. 

Fuerteventura została skolonizowana już na początku XV wieku (czytaj więcej) jednak to głównie północna jej część rozwijała się intensywnie. Aby dojechać na południe, jeszcze 30 lat temu trzeba było poświęcić około 2,5 godziny. Szutrowa droga, prowadząca często przez góry zniechęcała wielu do tak długiej i nieprzyjemnej podróży. Poza tym, oprócz windsurferów, którzy już wtedy docenili uroki plaży Sotavento i Jandii, biedne południe wyspy nie miało turystom wiele do zaoferowania. Dzisiejsze dwa największe ośrodki Costa Calma i Morro Jable były wówczas jedynie małymi wioskami rybackimi.

Rozwój tej części Fuerteventury zaczął się  powoli na początku lat 6o-tych, kiedy to na półwyspie Jandia wybudowano pierwszy w tej okolicy Hotel Robinson (25 sek. filmu). Na marginesie, dziś tak popularna, zwłaszcza wśród Niemców sieć klubów, rozpoczęła swoją działalność właśnie na Fuercie. Pod koniec drugiej minuty prezentacji autor przestawia jego ojczyste Morro Jable. Dziś elegancki deptak wzdłóż, którego rozciągają się liczne restauracje i bary, wtedy nie był jeszcze nawet zaplanowany. Turyści już  kąpali się na plaży jednak dzisiejsza promenada zarezerwowana była wtedy dla łodzi rybackich. Jujo dumnie pokazuje również pierwszy asfaltowy kawałek drogi, jak widać na dalszych zdjęciach, poza centrum nadal jeździło się jednak po piachu.

Wraz z ogromnym sukcesem klubu Robinson, nastąpił gwałtowny rozwój całego  miasteczka i jego okolicy. Pod koniec czwartej minuty widać już jedną wielką budowę. Za kilka lat powstanie tu Jandia. Ostatnie sekundy filmu to z kolei transformacja lotniska, pierwszy malutki budynek portu lotniczego otworzono w 1962 roku jednak przez pierwsze 10 lat samoloty kursowały jedynie pomiędzy Gran Canarią i Lanzarote. Dopiero w 73 rozpoczęto loty międzynarodowe.  Zainteresowanie turystów wzrastało tak gwałtownie, że w 1992 roku rozpoczęto kompletną renowację lotniska zakończoną w 94. Przed dwoma laty z kolei, dzięki wsparciu Unii, odbyła się trzecia już renowacja i znaczne powiększenie naszego portu lotniczego.

sobota, 7 marca 2015

Złodzieje nie są na wakacjach..


 Zazwyczaj piszę o rzeczach przyjemnych, ten niemiły temat chyba jednak warto poruszyć bo zjawisko z każdym rokiem przybiera na skali.

 Jeszcze za moich pierwszych lat na wyspie, a więc 2008- 2009, nie było problemu z zostawieniem sprzętu i rzeczy na plaży i wybraniu się na lunch do domu. Dzisiaj taka praktyka wydaje się być bardzo ryzykowna. Osobiście skradziono mi w przeciągu ostatnich czterech lat kajta składowanego w bazie Rene-Egli i portfel który wypadł mi przed wjazdem do domu. Na szczęście znalazca przywłaszczył sobie tylko pieniądze, a dokumenty znalazły się po tygodniu na policji. I tak na tle statystyk z moimi stratami wyglądam całkiem dobrze. Historie kradzieży jest sporo...

Mojej sąsiadce zeszłego lata zdarzyła się tragikomiczna historia. Kobieta (lat około 50) ma w zwyczaju plażować się i kąpać nago. Pewnego, jaka zawsze słonecznego dnia zabrał swój plecak, w którym chowała kluczyki do samochodu i nie wiadomo po co dokumenty.. Rozłożywszy się pod skałkami , poszła na 5 minut do oceanu trochę się ochłodzić... Niestety po powrocie plecaka, jej ciuchów w nim schowanych i dokumentów już nie było. Sprawca był o tyle miły, żeby zostawić jej ręcznik, kobieta musiała jednak dobry kilometr maszerować owinięta jedynie nim..

Równie oryginalna, trochę starsza historia za czasów mojej pracy w Rene Egli. Mama dwójki maluchów plażowała się z dzieciakami. Wiadomo jak to z dziećmi w około walało się wiele zbędnych i niezbędnych akcesorii, w tym torba z kluczykami do samochodu.. W momencie kiedy babeczka zorientowała się, że brakuje jej kluczyków, dżwi do samochodu były otwarte, a pozostawiony w nim sprzęt wyparował.

 I trochę z innej beczki... Podczas Mistrzostw Świata w Kitesurfingu i Windsurfingu, pewna zawodniczka, której niefortunnie poleciłam apartament w Bahia Calma i jej chłopak zostali okradzeni. Mimo, że mieszkali na piętrze, ktoś wspiął się po ścianie ich budynku ( zostawiając ślady butów na białej farbie) i przez uchylone okno wkradł się do mieszkania, zabierając portfel chłopaka w którym znajdował się jego australijski paszport..

Z bardziej prozaicznych spraw, wybijanie szyb w samochodach z wypożyczalni to standard. O ile przed hotelami istnieje szansa, że nic nam nie zginie to już na plażach trzeba uważać. Szczególnie La Pared na południu wyspy słynie z takich praktyk...  na parking pełno jest rozbitego szkła. Także mała rada, lepiej nie zostawiać niczego wartościowego w samochodach, szczególnie w miesiącach letnich od czerwca do sierpnia.